Szczęśliwy numerek

01-12-2017

37

   W puli: 

 1, 3, 5, 6,

10, 12, 13, 17

18, 19, 20, 21, 22,

26, 28, 29, 30, 32,

34, 35, 36, 38, 40

  

My na YT

 

 

Zapraszamy do wsparcia Programu Stypendialnego!

 

Osiągnięcia

 

 

 

 


 

 

 

 


 

 

 

 

 

 

Na stronie

Odwiedza nas 39 gości oraz 0 użytkowników.

Do corocznego turnieju powiatowego w piłce ręcznej dziewcząt przygotowywaliśmy się szczególnie. Końcem sierpnia znalazłem w końcu bramkę do piłki ręcznej, na której moglibyśmy ćwiczyć atak i obronę. Oczywiście nie chodzi tu o "obiekty sportowe" II LO tylko świeżo otwarty ogród doktora Jordana.  Dwa tygodnie później fachowcy opłacani z naszych pieniędzy, przypadkowo tylko przechodzących przez kasę miasta Sanoka zdarli całą murawę i zlikwidowali bramki. Podobno w ramach gwarancji.  

 

Do poprawek zabrali się prawie po 2 miesiącach.  Bestie szybkości. Wróciliśmy do treningu - 1 treningu - w temperaturze ok. 15st.  Mogło być 8. Super. Niedługo potem jakiś matoł podpalił murawę i zniszczył bramkę.  W między czasie pozostałe szkoły sanockie szlifowały formę... wypadało by - nie? Drugi trening odbył się na naszej sali gimnastycznej - w poprzek. Pożyczoną od polonistki kredą (oddam, jak tylko spadnie śnieg) wytyczyłem pole bramkowe i dwoma pachołkami "ustawiłem" bramkę.  Bramkarka Ola patrzyła się wtedy na mnie jak zawsze. Tak, tak... jak na idiotę. Ale przez duże "I".  Potem atak pozycyjny.... pięknie, żeby można było zrobić nabieg z 3 kroków. No niestety - jeden krok musiał wystarczyć. Tu mi się ciśnie słowo, którego nie mogę użyć - by opisać warunki naszej pracy - ale wiecie on istnieje w takim sloganie z policją w tle i całkiem często jest pisany z błędem ortograficznym. W każdym razie takie mamy warunki pracy.... (no proszę, dalej nie wiecie jaki to przymiotnik?!) 

Jeszcze na 24 godziny przed turniejem w I LO kupiłem zamrażacz. E... nie chodzi o kasę. Po prostu za pół roku nie będzie potrzebny. I całe szczęście. Bo bez niego gościłbym na "SOR-ze" ponownie.

W końcu przyszedł ten dzień. 6 szkół ponadgimnazjalnych podzielonych na dwie grupy. Zakon trafia na "ZST" i ""Mechanik". Mecz z ZST - rasowy przykład zagrań z kartki i uczenia się taktyki. Festiwal strzelecki zakończony wynikiem 11:1.  Ten mecz nas uśpił. Zwłaszcza w obronie. I wtedy "Mechanik" zadał kilka celnych ciosów.  Do przerwy 4:2 dla drużyny profesorki Łożańskiej (dla nieobeznanych z historią sanockiego sportu - absolwentki II LO - także wszystko zostaje w Rodzinie). Gonimy. Z paniką w oczach. Na minutę przed ostatnim gwizdkiem udaje nam się doprowadzić do remisu 6:6. I tego wyniku zdecydowaliśmy się bronić - ze względu na układ tabeli w grupie wyszlibyśmy na 1 miejsce i walczyli o finał z...? Na samym końcu bramka. Ale kto zdał ostateczny cios? Nie pamiętam, bo mi ciśnienie tętnice rozsadzało.

A w sąsiedniej grupie nic nie jest jasne - "chłopcem do bicia" jest "Budowlanka". I LO przepięknie rozprowadza piłkę w słynnej "ósemce" kończąc rzutami i bramkami. Szpiegujemy taktykę naszej powiatowej elity. 

W meczu o wszystko - "Ekonomik" gra z I LO - i gra po prostu dobrze. Mecz kończy się remisem 6:6 i jeśli dziewczyny w meczu z "Budowlanką" zdobędą wystarczającą liczbę bramek - mogą wyrzucić I LO poza ścisły finał. Niestety... "małe bramki" (ech ci komentatorzy sportowi) wskazują na gospodynie turnieju. Finał zatem jak zazwyczaj ostatnio. W szatni lodowa odprawa. Dobra, pominę to wszystko. W każdym razie użyłem motywacji "na Monikę Chęć" (polecam profil na fb - Ja Czarna).

Finał potoczył się po naszej myśli. Trybuny pełne "KEN-owców" dopingujących swoją drużynę. No może kilku z nich odpisywało zadania. To było pocieszne - naprawdę. Ryk trybun na każdą bramkę zdobytą przez I LO i grupka niewzruszonych facetów nad kajetami. Kazali im przyjść na trybuny?

A my tu sobie ustawiliśmy niewzruszoną obronę. Pięknie latają dziewczęta z I LO  " po ósemce".  A nasze Królowe Lodu nic. Ani centymetra luki. I nagle nasza kontra i pac 1:0. Tu się przeciwniczki szybciutko pozbierały i tuż przed przerwą było 1:1. Motywacja dalej "na Monikę Chęć". I ani grama szaleństwa. Trybuny niech sobie ryczą. Chwila moment i 2:2.  A potem dwie szybkie kontry i 4:2 łapie Zakon. I LO bierze czas. Po prostu brakuje im wykończenia rzutowego (pamiętamy mecz z I LO z Krosna na półfinałach w tamtym roku? - z nami też tak było...), a to zmusza do błędów i nerwowej, brutalnej gry. Faule są coraz częstsze. Sędziowie niewzruszeni. Na jakieś 30s przed końcem tracimy bramkę i jest 4:3. Ale to wystarcza, piłka przetrzymana, szybka kontra zakończona brzydką kontuzją Pauliny Furdak i gwizdek końcowy. 

 

Dawno nie widziałem tylu siniaków i skręceń. Ale Panu Dyrektorowi  mogę zadedykować wróżbę andrzejkową : "prędzej zobaczę bramkę do szczypiorniaka na Wróbliku niż Pan Dyrektor siniaki wszystkich naszych zawodniczek". I uznajcie to za klątwę Skiby.

Szczypiory - to dopiero początek naszej drogi. A nie wygrywa tylko ten, kto nie walczy. Bo my musimy walczyć ze wszystkim i wszystkimi. "Pod wiatr" chciało by się zawołać niczym Łokietek pod Krakowem opanowanym przez Muskatę. Jaki Łokietek???

II LO reprezentowały :

1. Joanna Kopczyk i Maria Podkalicka (3B), 2. Karolina Drozd i Anna Kwolek (3C),3. Aleksandra Krupianik (3F), 4. Martyna Bieleń i  Natalia Twardy (3G), 5. Natalia Paszko (2A), 6. Paulina Furdak (2d), 7. Eliza Moskal (2e), 8.Magdalena Wojtanowska i  Paulina Warchoł (1b), 9. Justyna Rogula (1c), 10.Dominika Wojciechowska (1d).